- C-co tu robisz ? - zająknęłam się, chociaż wcale tego nie chciałam.
- Przyniosłem Ci papiery, bo tak szybko wyszłaś, że nawet ich nie zabrałaś, maleńka - zabrałam od chłopaka papiery i może to niegrzeczne, ale nie miałam zamiaru zapraszać go do środka. Chciałam żeby jak najszybciej poszedł. - wydaje mi się, że gdzieś wychodziłaś, mogę Ci towarzyszyć - spojrzałam na niego poirytowana. ,,mogę Ci towarzyszyć" ? Od kiedy on się tak wyraża. Kasa zawróciła mu w głowie.
- jeśli bardzo chcesz to możesz, ale idę tylko do sklepu - odpowiedziałam z nadzieją, że sobie pójdzie, ale on tylko się uśmiechnął i czekał aż wreszcie zamknę drzwi. Gdy już to zrobiłam razem ruszyliśmy do pobliskiego spożywczaka. Kupiłam potrzebne rzeczy do spaghetti i wróciliśmy do domu. Miałam powiedzieć po prostu ,, cześć " i sprawić żeby poszedł, ale głupio mi się zrobiło i postanowiłam jednak go zaprosić - to może wejdziesz ? zjemy coś, może obejrzymy film ? - zapytałam niepewnie
- jasne, czemu nie - pierwszy raz usłyszałam lekkie zakłopotanie w jego głosie. Weszliśmy do domu i od razu zabrałam się za gotowanie, a Harry rozglądałam się po mieszkaniu - ładnie tu - powiedział przerywając długo trwającą ciszę. Rzeczywiście, ja również uważałam, że mieszkanie jest ładne, urządzone w anielskim stylu - dziękuję - odpowiedział uśmiechnięta wchodząc do salonu i podając spaghetti. Krępująca cisza ogarnęła dom, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Pamiętam, że kiedyś rozmawiałam z moją przyjaciółką na schodach przed szkołą o Harry`m, a raczej o jego zazdrości, powiedziała wtedy ,,ciekawe czy jakbyście byli dorośli pieprzyłby Cię za karę". Zaśmiałam się na samą myśl o tamtej rozmowie chyba trochę głośniej niż powinnam, więc loczek ze zdziwieniem w głosie zapytał - ubrudziłem się ? - roześmiałam się jeszcze bardziej, bo rzeczywiście był brudny, a to była idealna wymówka żeby nie mówić mu prawdy - tak - wydusiłam ledwo wciąż nie przestając się śmiać. Miał wielkie wąsy o kolorze pomidora. Swoimi wielkimi dłońmi wziął serwetkę i delikatnie wytarł usta - od razu lepiej - powiedziałam łapiąc się za brzuch, Na prawdę mnie bolał. Miałam właśnie zapytać czy chce obejrzeć jakiś film, ale on wtedy się podniósł i chyba zbierał do wyjścia - już idziesz ? myślałam, że coś obejrzymy - pomimo wszelkich starań i tak mój głos był smutny. Nie widziałam go 5 lat, aż 5 lat. - Harry Styles słucham ? - odebrał telefon i wyszedł z pokoju. Po 5 minutach wrócił, a ja zdążyła odnieść talerze do zlewu, zaszedł mnie od tyłu i wyszeptał - do zobaczenia jutro w pracy, maleńka - przygryzł płatek mojego ucha i wyszedł. Udałam że nie czułam delikatnego ugryzienia ani nutki podniecenia w jego głosie. Weszłam do łazienki i powoli się rozebrałam, po czym weszłam do kabiny i odkręciłam zimną wodę. Dzisiejszy dzień był dosyć dziwny, w moim życiu znowu pojawił się Harry. Jest moim szefem. Nigdy nie pomyślałabym, że sprawy tak się potoczą. Zawsze bałam się kolejnego spotkania z nim, bałam się, że to wszystko wróci i znowu się w nim zakocham. A może wcale nie przestałam go kochać ? W każdym razie nie miałam zamiaru o tym myśleć. Po prostu zakręciłam wodę, założyłam piżamę i poszłam spać, chociaż nie tak od razu udało mi się zasnąć, on wciąż siedział w mojej głowie.
***
- jeszcze chwilka - powiedziałam zaspanym głosem. Wyłączyłam budzik i znowu przykryłam się kołdrą. Po 5 minutach beztroskiego leżenia, wstałam i ubrałam się jak na sekretarkę przystało. Zjadłam szybkie śniadanie i wsiadłam do autobusu. Tak tym razem do autobusu, jeśli codziennie miałabym jeździć taksówkami chyba bym zbankrutowała szybciej niż sklep pani Brisben, który już po tygodniu zakończył swoją działalność. Podróż autobusem dłużyła się niezmiernie. Gdy w końcu dotarłam pewnym krokiem przekroczyłam próg ,,Styles Center". Przy biurku znowu siedziała Veronica - przeczytałam to imię ostatnio na jej plakietce - ledwo co ją znam, a już nienawidzę - dzień dobry, Harry jest u siebie - zapytałam oschle, nawet na nią nie patrząc
- owszem, pan Styles jest u siebie - odpowiedziała z taką samą sympatią, a raczej z jej brakiem jak ja jednak nie przejęłam się tym i ruszyłam do windy. Gdy dotarłam już pod gabinet mojego obecnego szefa, nie byłam pewna czy zapukać, może będę przeszkadzać ? Jednak w końcu to zrobiłam i uchyliłam drzwi zaglądając do środka - Veronica nie mam teraz czasu przyjdź później - powiedział nawet nie patrząc kto to - przepraszam, przyjdę później - byłam speszona, bo tak na prawdę nie wiem gdzie mam siedzieć i co robić, a nie mam zamiaru prosić tamtej głupiej blondynki o pomoc. - och Anastazja, to ja przepraszam, powinienem upewnić się kto to, wejdź - uśmiechnął się i wstał z miejsca żeby odsunąć mi krzesło, jednak nie miałam zamiaru usiąść - jesteś zajęty, mogę poczekać na zewnątrz - wytłumaczyłam i już chciałam wyjść, ale Harry jedną ręką przyciągnął mnie do siebie, a drugą zamknął drzwi -powiedziałem, wejdź - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Zdenerwowałam go ? Czemu ? W moich oczach pojawił się strach, a ręka bolała mnie od jego mocnego uścisku - przepraszam - powiedziałam ledwo słyszalnie ze spuszczoną głową, ale za co ja go właściwie przepraszam ? - czy mógłbyś mnie puścić ? - dodałam równie cicho, a on wolno puścił moje ramię. Zaczęłam delikatnie masować czerwony ślad jego ręki. Na pewno będę miała siniaka. - usiądź - nie mogę tego nazwać zaproszeniem do wspólnej rozmowy, a raczej rozkazem. Był taki chłodny, bałam się go. Zrobiłam to o co ,,prosił" i czekałam na jego ruch - Twoje biurko stoi obok wejścia do mojego gabinetu. Na początek będziesz od robienia kawy, herbaty, przynoszenia papierów i odbierania telefonów, później zastanowimy się co z Tobą zrobić - mówił bardzo wolno, jakby bał się, że czegoś nie zrozumiem i będzie musiał powtarzać. Pokiwałam głową pokazując, że zrozumiałam, wolałam go nie denerwować kolejny raz. Odprowadził mnie do miejsca w którym od dzisiaj miałam pracować. Usiadłam przy biurku i odebrałam swój pierwszy telefon, których w ciągu dnia było coraz więcej, a wciąż powtarzana formułka wydawała mi się brzmieć sztucznie po 10 odebranym telefonie.
______________________________________________
Kolejny rozdział pojawi się najprawdopodobniej jutro :) xx
- owszem, pan Styles jest u siebie - odpowiedziała z taką samą sympatią, a raczej z jej brakiem jak ja jednak nie przejęłam się tym i ruszyłam do windy. Gdy dotarłam już pod gabinet mojego obecnego szefa, nie byłam pewna czy zapukać, może będę przeszkadzać ? Jednak w końcu to zrobiłam i uchyliłam drzwi zaglądając do środka - Veronica nie mam teraz czasu przyjdź później - powiedział nawet nie patrząc kto to - przepraszam, przyjdę później - byłam speszona, bo tak na prawdę nie wiem gdzie mam siedzieć i co robić, a nie mam zamiaru prosić tamtej głupiej blondynki o pomoc. - och Anastazja, to ja przepraszam, powinienem upewnić się kto to, wejdź - uśmiechnął się i wstał z miejsca żeby odsunąć mi krzesło, jednak nie miałam zamiaru usiąść - jesteś zajęty, mogę poczekać na zewnątrz - wytłumaczyłam i już chciałam wyjść, ale Harry jedną ręką przyciągnął mnie do siebie, a drugą zamknął drzwi -powiedziałem, wejdź - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Zdenerwowałam go ? Czemu ? W moich oczach pojawił się strach, a ręka bolała mnie od jego mocnego uścisku - przepraszam - powiedziałam ledwo słyszalnie ze spuszczoną głową, ale za co ja go właściwie przepraszam ? - czy mógłbyś mnie puścić ? - dodałam równie cicho, a on wolno puścił moje ramię. Zaczęłam delikatnie masować czerwony ślad jego ręki. Na pewno będę miała siniaka. - usiądź - nie mogę tego nazwać zaproszeniem do wspólnej rozmowy, a raczej rozkazem. Był taki chłodny, bałam się go. Zrobiłam to o co ,,prosił" i czekałam na jego ruch - Twoje biurko stoi obok wejścia do mojego gabinetu. Na początek będziesz od robienia kawy, herbaty, przynoszenia papierów i odbierania telefonów, później zastanowimy się co z Tobą zrobić - mówił bardzo wolno, jakby bał się, że czegoś nie zrozumiem i będzie musiał powtarzać. Pokiwałam głową pokazując, że zrozumiałam, wolałam go nie denerwować kolejny raz. Odprowadził mnie do miejsca w którym od dzisiaj miałam pracować. Usiadłam przy biurku i odebrałam swój pierwszy telefon, których w ciągu dnia było coraz więcej, a wciąż powtarzana formułka wydawała mi się brzmieć sztucznie po 10 odebranym telefonie.
______________________________________________
Kolejny rozdział pojawi się najprawdopodobniej jutro :) xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz