niedziela, 29 grudnia 2013

in the darkness - rozdział 4

*miesiąc później*
Nie myślałam, że odbieranie telefonów i przynoszenie kawy może być tak męczące, ale z takim szefem jak Harry najwidoczniej może, a szczególnie jeśli na wstępie zepsuje mu się humor. Jedyne o czym teraz marzę to długa kąpiel i właśnie to zrobiłam. Świece, duża ilość piany i pięknie pachnący żel do kąpieli - idealnie. Jak wyszłam nie miałam już ochoty jeść, w końcu jutro mam wolne i wreszcie będę mogła zjeść porządne śniadanie, jednak panu Styles`owi chyba nie spodobały się moje plany, bo już o 7 zadzwonił, prosząc żebym jak najszybciej przyjechała, bo za chwilę w firmie będzie jakiś ważny klient. Po 15 minutach zdenerwowana i nie wyspana weszłam do firmy i skierowałam się w prost na moje miejsce z pracy i ledwo zdążyłam usiąść gdy Harry akurat wychylił głowę zza swoich drzwi i zawołał mnie do siebie
- miałam mieć dzisiaj wolne ! Gdzie jest ten Twój niby bardzo ważny klient ?! Wyparował jak przyjechałam czy może się rozmyślił i przyjdzie jutro ? - zaczęłam na niego krzyczeć. Następnym razem to ja zadzwonię i powiem mu żeby jak najszybciej przyjechał do pracy o SIÓDMEJ RANO. - czego się głupio szczerzysz ? lepiej powiedz gdzie ten twój klient - powiedziałam jak zobaczyłam chytry uśmieszek na jego twarzy. Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, bo jego wargi znalazły się na moich. Jego usta, tak samo delikatnie jak dawniej, odepchnęłam go i wybiegłam. Łzy które tak bardzo chciałam powstrzymać spłynęły po moich policzkach. Szybko weszłam do windy i skierowałam się do łazienki. Poprawiłam makijaż i wróciłam na swoje miejsce pracy jednak moje miejsce nie było wolne.
- mógłbyś zejść - powiedziałam starając się żeby mój głos zabrzmiał jak najbardziej pewnie jednak wyszło zupełnie na odwrót. Nie odezwał się, wstał i patrzył w moje oczy. Niespodziewanie przywarł mnie do ściany i wyszeptał prosto w moje usta - nawet nie wiesz jak bardzo Cię pragnę Anastazjo
- a Ty nawet nie wiesz jak bardzo Cię - mój głos się załamał, ale po chwili uniosłam głowę spoglądając prosto w jego zielone tęczówki - jak bardzo Cię nienawidzę - dokończyłam. Zaśmiał się głupio, nienawidziłam gdy to robił, wiedziałam, że ma jakiegoś asa w rękawie. - nienawidzisz mnie ? a miałem dla Ciebie taką ciekawą propozycję - ugh, cały Harry. Nic nie robi bez przyczyny, wszystko ma przemyślane, ma prawie 100% pewności, że nie wytrzymam i zapytam o co chodzi jednak chciałam pokrzyżować jego plany i ominęłam go siadając na swoim stanowisku, odbierając pierwszy tego dnia telefon.

***

Nareszcie koniec tej męczarni. To dziwne, ale do końca dnia nie widziałam Harry`ego, więc postanowiłam sprawdzić czy jest w gabinecie. Siedział tyłem do drzwi i wpatrywał się w okno
- Hazza - powiedziałam niepewnie wypowiadając zdrobnienie jego imienia którego kiedyś używałam. Odwrócił się powoli - Ana ? Usiądź - zrobiłam to co kazał i przez moją ciekawość, nie mogłam się powstrzymać i zapytałam - o co chodzi z tą propozycją ?
- to już nieaktualne panno Greene, chciałbym Ci jakoś zrekompensować to, że musiałaś dzisiaj być w pracy, więc jutro masz wolne
- dziękuję, cześć
- do widzenia - odpowiedział. Dziwne, raz rozmawia ze mną normalnie, raz jak z klientką, a raz jakby miał mnie zaraz przerżnąć na biurku w  jego gabinecie. Takie wahania nastrojów można spotkać chyba u kobiety w ciąży prawda ? W każdym razie świadomość, że wreszcie mogę iść do domu i jutro nie wracać na prawdę mnie cieszyła. Już prawie spałam gdy zadzwonił mój telefon
- halo ? - powiedziałam, ale nikt się nie odezwał - halo ? - znowu nic. Pomyślałabym, że to pomyłka gdyby nie fakt, że takie głuche telefony zdarzają się już od dwóch tygodni...

______________________________________

rozdział zupełnie mi nie wyszedł, ale chciałam coś wstawić, tyle.

sobota, 28 grudnia 2013

in the darkness - rozdział 3

Droga do domu minęła wyjątkowo szybko. Zapłaciłam taksówkarzowi i skierowałam się do drzwi. Jak zawsze nie mogłam znaleźć kluczy, powinnam zrobić porządek w torebce bo kiedyś zamarznę na dworze zanim je znajdę, są ! Jak najszybciej weszłam do środka i ściągnęłam niewygodne szpilki, które pożyczyłam od Amandy. Na samą myśl, że jutro znowu muszę je założyć nogi bolały mnie jeszcze bardziej. Mój brzuch domagał się jedzenia, więc poszłam do kuchni żeby przygotować obiad. W lodówce pusto - idealnie. Założyłam na siebie jakieś luźne ciuchy i stare trampki. Właśnie chciałam wyjść z domu, ale coś a raczej ktoś mi przeszkodził. Zamurowało mnie, to Harry.
- C-co tu robisz ? - zająknęłam się, chociaż wcale tego nie chciałam.
- Przyniosłem Ci papiery, bo tak szybko wyszłaś, że nawet ich nie zabrałaś, maleńka - zabrałam od chłopaka papiery i może to niegrzeczne, ale nie miałam zamiaru zapraszać go do środka. Chciałam żeby jak najszybciej poszedł. - wydaje mi się, że gdzieś wychodziłaś, mogę Ci towarzyszyć - spojrzałam na niego poirytowana. ,,mogę Ci towarzyszyć" ? Od kiedy on się tak wyraża. Kasa zawróciła mu w głowie.
- jeśli bardzo chcesz to możesz, ale idę tylko do sklepu - odpowiedziałam z nadzieją, że sobie pójdzie, ale on tylko się uśmiechnął i czekał aż wreszcie zamknę drzwi. Gdy już to zrobiłam razem ruszyliśmy do pobliskiego spożywczaka. Kupiłam potrzebne rzeczy do spaghetti i wróciliśmy do domu. Miałam powiedzieć po prostu ,, cześć " i sprawić żeby poszedł, ale głupio mi się zrobiło i postanowiłam jednak go zaprosić - to może wejdziesz ? zjemy coś, może obejrzymy film ? - zapytałam niepewnie
- jasne, czemu nie - pierwszy raz usłyszałam lekkie zakłopotanie w jego głosie. Weszliśmy do domu i od razu zabrałam się za gotowanie, a Harry rozglądałam się po mieszkaniu - ładnie tu - powiedział przerywając długo trwającą ciszę. Rzeczywiście, ja również uważałam, że mieszkanie jest ładne, urządzone w anielskim stylu - dziękuję - odpowiedział uśmiechnięta wchodząc do salonu i podając spaghetti. Krępująca cisza ogarnęła dom, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Pamiętam, że kiedyś rozmawiałam z moją przyjaciółką na schodach przed szkołą o Harry`m, a raczej o jego zazdrości, powiedziała wtedy ,,ciekawe czy jakbyście byli dorośli pieprzyłby Cię za karę". Zaśmiałam się na samą myśl o tamtej rozmowie chyba trochę głośniej niż powinnam, więc loczek ze zdziwieniem w głosie zapytał - ubrudziłem się ? - roześmiałam się jeszcze bardziej, bo rzeczywiście był brudny, a to była idealna wymówka żeby nie mówić mu prawdy - tak - wydusiłam ledwo wciąż nie przestając się śmiać. Miał wielkie wąsy o kolorze pomidora. Swoimi wielkimi dłońmi wziął serwetkę i delikatnie wytarł usta - od razu lepiej - powiedziałam łapiąc się za brzuch, Na prawdę mnie bolał. Miałam właśnie zapytać czy chce obejrzeć jakiś film, ale on wtedy się podniósł i chyba zbierał do wyjścia - już idziesz ? myślałam, że coś obejrzymy - pomimo wszelkich starań i tak mój głos był smutny. Nie widziałam go 5 lat, aż 5 lat. - Harry Styles słucham ? - odebrał telefon i wyszedł z pokoju. Po 5 minutach wrócił, a ja zdążyła odnieść talerze do zlewu, zaszedł mnie od tyłu i wyszeptał - do zobaczenia jutro w pracy, maleńka - przygryzł płatek mojego ucha i wyszedł. Udałam że nie czułam delikatnego ugryzienia ani nutki podniecenia w jego głosie. Weszłam do łazienki i powoli się rozebrałam, po czym weszłam do kabiny i odkręciłam zimną wodę. Dzisiejszy dzień był dosyć dziwny, w moim życiu znowu pojawił się Harry. Jest moim szefem. Nigdy nie pomyślałabym, że sprawy tak się potoczą. Zawsze bałam się kolejnego spotkania z nim, bałam się, że to wszystko wróci i znowu się w nim zakocham. A może wcale nie przestałam go kochać ? W każdym razie nie miałam zamiaru o tym myśleć. Po prostu zakręciłam wodę, założyłam piżamę i poszłam spać, chociaż nie tak od razu udało mi się zasnąć, on wciąż siedział w mojej głowie.

***

- jeszcze chwilka - powiedziałam zaspanym głosem.  Wyłączyłam budzik i znowu przykryłam się kołdrą. Po 5 minutach beztroskiego leżenia, wstałam i ubrałam się jak na sekretarkę przystało. Zjadłam szybkie śniadanie i wsiadłam do autobusu. Tak tym razem do autobusu, jeśli codziennie miałabym jeździć taksówkami chyba bym zbankrutowała szybciej niż sklep pani Brisben, który już po tygodniu zakończył swoją działalność. Podróż autobusem dłużyła się niezmiernie. Gdy w końcu dotarłam pewnym krokiem przekroczyłam próg ,,Styles Center". Przy biurku znowu siedziała Veronica - przeczytałam to imię ostatnio na jej plakietce - ledwo co ją znam, a już nienawidzę - dzień dobry, Harry jest u siebie - zapytałam oschle, nawet na nią nie patrząc
- owszem, pan Styles jest u siebie - odpowiedziała z taką samą sympatią, a raczej z jej brakiem jak ja jednak nie przejęłam się tym i ruszyłam do windy. Gdy dotarłam już pod gabinet mojego obecnego szefa, nie byłam pewna czy zapukać, może będę przeszkadzać ? Jednak w końcu to zrobiłam i uchyliłam drzwi zaglądając do środka - Veronica nie mam teraz czasu przyjdź później - powiedział nawet nie patrząc kto to - przepraszam, przyjdę później - byłam speszona, bo tak na prawdę nie wiem gdzie mam siedzieć i co robić, a nie mam zamiaru prosić tamtej głupiej blondynki o pomoc. - och Anastazja, to ja przepraszam, powinienem upewnić się kto to, wejdź - uśmiechnął się i wstał z miejsca żeby odsunąć mi krzesło, jednak nie miałam zamiaru usiąść - jesteś zajęty, mogę poczekać na zewnątrz - wytłumaczyłam i już chciałam wyjść, ale Harry jedną ręką przyciągnął mnie do siebie, a drugą zamknął drzwi -powiedziałem, wejdź - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Zdenerwowałam go ? Czemu ? W moich oczach pojawił się strach, a ręka bolała mnie od jego mocnego uścisku - przepraszam - powiedziałam ledwo słyszalnie ze spuszczoną głową, ale za co ja go właściwie przepraszam ?  - czy mógłbyś mnie puścić ? - dodałam równie cicho, a on wolno puścił moje ramię. Zaczęłam delikatnie masować czerwony ślad jego ręki. Na pewno będę miała siniaka. - usiądź - nie mogę tego nazwać zaproszeniem do wspólnej rozmowy, a raczej rozkazem. Był taki chłodny, bałam się go. Zrobiłam to o co ,,prosił" i czekałam na jego ruch - Twoje biurko stoi obok wejścia do mojego gabinetu. Na początek będziesz od robienia kawy, herbaty, przynoszenia papierów i odbierania telefonów, później zastanowimy się co z Tobą zrobić - mówił bardzo wolno, jakby bał się, że czegoś nie zrozumiem i będzie musiał powtarzać. Pokiwałam głową pokazując, że zrozumiałam, wolałam go nie denerwować kolejny raz. Odprowadził mnie do miejsca w którym od dzisiaj miałam pracować. Usiadłam przy biurku i odebrałam swój pierwszy telefon, których w ciągu dnia było coraz więcej, a wciąż powtarzana formułka wydawała mi się brzmieć sztucznie po 10 odebranym telefonie.

______________________________________________

Kolejny rozdział pojawi się najprawdopodobniej jutro :) xx

czwartek, 26 grudnia 2013

in the darkness - rozdział 2

Drzwi windy się rozchyliły za co dziękowałam Bogu, bo ręka mojej dawnej miłości zdecydowanie zbyt szybko przemieszczała się w okolice mojego tyłka, więc szybko z niej wyszłam. Usłyszałam za sobą tylko jego śmiech i już wyobrażałam sobie jego rozbawioną moim zachowaniem twarz. Szłam cały czas prosto, chociaż nie miałam zielonego pojęcia gdzie jest jego gabinet aż w końcu doszłam do wielkiej białej ściany która oznaczała, że przeszłam już cały budynek. I gdzie się podziała do jasnej cholery ta ,,kobieca intuicja" ?!
- dobra - dałam ujść nadmiarowi emocji z moich płuc wydmuchując powietrze - gdzie jest twój gabinet ? - dodałam już uspokojona
- zapraszam w tę stronę, Ana - zaakcentował ostatnie słowo, którym było zdrobnienie mojego imienia, tylko on po za mną mógł mnie tak nazywać, ale to było kiedyś. Teraz wszystko się zmieniło.
- nie mów tak na mnie ! - powiedziałam podniesionym głosem, a on tylko pokiwał przecząco głową
- wiesz na co mam teraz ochotę ? - zapytał
- nie obchodzi mnie t...- nie dokończyłam, bo on przyciągnął mnie do siebie i wyszeptał do ucha - mam ochotę przepieprzyć te twoje pyskate usteczka tu i teraz - kończąc zdanie zjechał swoją rękę po całej długości moich pleców, zatrzymując je na moich pośladkach. Odepchnęłam go od siebie, nawet na niego nie patrząc zaczęłam szukać drzwi do jego gabinetu i chyba znalazłam. Poszła w kierunku tabliczki ,,Harry Styles - dyrektor". Delikatnie pociągnęłam za klamkę i weszłam do środka. Nie miałam zamiaru czekać aż szanowny właściciel tego wielkiego budynku zechce ruszyć swój zgrabny tyłek z miejsca. Jego biuro było ogromne, wielkie okna sięgały od sufitu aż do ziemi, ściany były śnieżnobiałe, a na nich wisiały kolorowe obrazy. Przy biurku stały dwa krzesła jedno obrotowe, skórzane, zapewne należące do Harry`ego, a na przeciwko krzesło, również białe, pewnie przeznaczone było dla gości, więc właśnie tam usiadłam. Styles podszedł powolnym krokiem i usiadł przede mną, na wielkim biurku w kolorze śniegu. Czy wszystko tu musi być białe ?
- a, więc co Cię do mnie sprowadza Anastazjo ? - zapytał, pochylił się łapiąc kosmyk moich włosów i okręcając go sobie delikatnie w okół palca
- w sprawie pracy - odpowiedziałam niechętnie
- w sprawie pracy ? - zaśmiał się - jako sekretarka prawda ? - pokręciłam twierdząco głową. Nagle wstał, odsunął szufladę i wyjął z niej papiery. Podsunął białe - jak wszystko tutaj - kartki, a ja spojrzałam na niego pytająco, chociaż dobrze wiedziałam co to jest.
- podpisz, znam Cię, zadam Ci tylko kilka pytań, ale to za chwilę - uśmiechnął się. Niby normalnie, ale wiedziałam, że za tym niewinnym uśmiechem kryje się jakiś podstęp. Niepewnie podpisałam w odpowiednim miejscu umowę i odłożyłam długopis, który wcześniej mi podał.
- dobrze, więc teraz odpowiesz mi na kilka pytań - powiedział pewny siebie i zaczął - czy pracowałaś gdzieś wcześniej ? - zdziwiło mnie to, że pytał o to dopiero teraz, po podpisaniu umowy
- tak w kawiarni, ale nie na stałe, zwykle chodziłam tam tylko jak miałam przerwę w szkole
- dobrze, czy masz chłopaka, dziecko, męża, rodzinę lub jakieś obowiązki przez które nie zawsze mogłabyś być w pracy ? jako moja sekretarka musisz być dostępna zawsze gdy zadzwonię.
- nie mam chłopaka, a tym bardziej męża czy dziecka, ale rodzinę mam jednak w niczym mi nie przeszkadza
- to teraz przejdźmy do bardziej prywatnych pytań. Czy kiedykolwiek uprawiałaś seks za pieniądze ? w mojej firmie zatrudniam tylko poważne osoby, bez żadnych głupich skoków w bok na koncie
- popieprzyło Cię ?! - powiedziałam głośniej niż miałam zamiar
- mnie nie popieprzyło, ale jeśli chcesz to Ty zaraz możesz być przepieprzona - przygadał mi pewny siebie
- masz jeszcze jakieś pytania czy mogę już iść ? - zapytałam ignorując jego wcześniejszą odpowiedź
- nie - wstałam i szykowałam się już do wyjścia, ale dodał - jednak mam jeszcze jedno
- jakie ? - jeśli znowu zapyta mnie o to czy jestem dziwką obiecuję, że przestanie się tak ,,słodko" uśmiechać
- czy przestałaś mnie kochać ? - moje serce zamarło. Odpowiedziałam krótkie - tak - i zamykając za sobą drzwi wsiadłam do windy. Czemu oszukuję samą siebie ?

__________________________________________________

Jest już drugi rozdział.
Jak podoba wam się opowiadanie ?
Komentarz = motywacja do dalszego pisania :)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

in the darkness - rozdział 1

- Jezu, Ana czy Ty musisz się wszędzie spóźniać ? - powiedziałam sama do siebie. Szybko wzięłam kanapkę w rękę jednocześnie szukając torebki i w międzyczasie wyglądając przez okno. Taksówka już była. Szybko wybiegłam z domu i wpadłam do samochodu mówiąc kierowcy gdzie ma jechać. Dwadzieścia minut drogi do miejsca w, którym powinnam być za 10 minut, a na dodatek to moja nowa praca. Jeśli w ogóle mnie przyjmą z takim opóźnieniem dyrektor może nawet nie chcieć ze mną rozmawiać. Szybciej, jedź szybciej - powtarzałam sobie w myślach. Odliczałam minuty jedna po drugiej, powinnam być tu dokładnie kwadrans temu, jechaliśmy dłużej niż myślałam. Wbiegłam do wielkiego budynku, moim oczom ukazał się wielki hol, a po prawej stronie stało biurko przy którym siedziała za pewne sekretarka
- dzień dobry, nazywam się Anastazja Greene, byłam umówiona z panem dyrektorem na 10:30, jednak trochę się spóźniłam, czy on nadal chce ze mną rozmawiać ? - zapytałam ledwo łapiąc oddech. Hmm...dziwne, że po drodze nie zabiłam się na tych szpilkach, haha wyobrażam sobie jak widać mi majtki po tym jak się wywaliłam.  -Jejku ! Skup się ! - skarciłam się w myślach
- niestety, pan Styles nie może pani przyjąć - pan Styles ? kojarzę to nazwisko, na pewno skądś go znam
- na prawdę nie da się nic zrobić ? - popatrzyłam na nią najuprzejmiej jak mogłam, ale ta chuda, blond suka chyba nie ma serca
- nie lubię się powtarzać, ale widocznie muszę to zrobić, więc jeszcze raz powiem - wzięła głęboki oddech - PAN STYLES NIE MA CZASU - przeliterowała jakbym była dzieckiem
- usta Ci zdrętwiały czy masz tak dużo botoksu, że nie potrafisz normalnie mówić i musisz literować ? - nie mogłam sobie darować, musiałam jej dogadać, niech sobie nie pozwala ,,nie lubię się powtarzać" ja też nie !
- zadziorna jak zawsze - usłyszałam za sobą męski głos - odwołaj spotkanie, przyjmę tą panią - odwróciłam się niepewnie
- Harry ? - niemożliwe, nie mogę u niego pracować. To nienormalne. Muszę znaleźć jakąś drogę ucieczki, muszę coś wymyślić.
- we własnej osobie panno Greene, zapraszam do gabinetu - powiedział i gestem ręki wskazał na windę. Mogłam się domyślić, że nie będzie miał biura na samym dole takiego wieżowca. Uśmiech powoli zaczął schodzić z jego twarzy gdy nie ruszyłam się z miejsca, więc wyciągnął do mnie rękę. Spojrzałam na niego obojętnie i zostawiając go w tyle weszłam do windy. Po chwili stanął obok mnie. Cisza, jak ja nienawidzę ciszy, jest taka niezręczna jednak nie chciałam jej przerywać. Zauważyłam kątem oko, że Harry mi się przygląda. Nerwowo przygryzłam wargę. Znałam ten wzrok, wiedziałam co oznaczają jego pociemniałe tęczówki. Nie miałam zamiaru uciekać, miałam zamiar pokazać mu co stracił i czego już nigdy nie odzyska.

Zapowiedź bloga

Znali się jako nastolatkowie.
 Zazdrość.
Kłótnie.
Przyzwyczajenie.
Miłość.
To były słowa którymi można opisać to co ich łączyło.
Rozstali się po roku.
Ona zapomniała o nim, a on o niej.
Jednak pewnego dnia...
znowu się spotykają.
Jak dalej potoczą się ich losy ?
czy znowu się zakochają ?
dowiesz się już wkrótce.