niedziela, 5 stycznia 2014

in the darkness - rozdział 6

Od razu po pracy pojechałam do Amandy i nawet nie pukając weszłam do domu
- jestem ! - krzyknęłam i skierowałam się do kuchni. Wzięłam sobie batona z szafki i poszłam do pokoju mojej przyjaciółki
- spójrz co Ci wybrałam - powiedziała gdy tylko zobaczyła mnie w drzwiach, pokazując białą sukienkę z długim rękawem i złotymi wstawkami, sięgającą mniej więcej przed kolano. Nie wyobrażałam sobie w niej siebie - i jak ? - spytała oczekując jakiejkolwiek reakcji
- sukienka jest na prawdę śliczna, ale chyba nie będę w niej wyglądać dobrze - zaczęłam się wykręcać żeby jej nie założyć
- włóż ją i koniec, później jakoś ładnie Ci umalujemy - zaklaskała w ręce i zaczęła mnie popychać w stronę łazienki. Założyłam to co dała mi Amanda i muszę powiedzieć, że ta sukienka była na prawdę wygodna. Uchyliła delikatnie drzwi i krzyknęłam - przed państwem Anastazja Greene z numerem 69 - wyszłam z łazienki udając modelkę z poważną miną podczas gdy Mandy, bo tak czasem na nią mówiłam, ledwo powstrzymywała śmiech. - dobra koniec tych cyrków Ana, bo muszę zrobić Ci jeszcze makijaż jako wspaniała make up artist, a już za pół godziny musisz być w domu - pośpieszała mnie z resztą jak zawsze. Usiadłam na wygodnym krześle przed jej toaletką i zamknęłam oczy żeby mogła zacząć malować. czułam jak wsmarowuje podkład w moją twarz, a następnie delikatnie nakłada puder. Zrobiła długą i grubą z tego co czułam kreskę, a później pomalowała moje rzęsy, na końcu róż, bronzer i usta - gotowe - powiedziała, a ja wreszcie mogłam otworzyć oczy. Uśmiechnęłam się do lustra, bo efekt był dokładnie taki jak to sobie wyobrażałam, nie domyśliłam się tylko tych mocno czerwonych ust. Podziękowałam jej za to wszystko i szybko wyszłam ledwo zdążając na autobus.

***


Usłyszałam pukanie do drzwi. Założyłam buty, ostatni raz przejrzałam się w lustrze i otworzyłam drzwi
- cześć skarbie, pięknie wyglądasz - przywitał się Harry i podał mi bukiet pięknych, czerwonych róż
- cześć, wejdź na chwilę, a ja wstawię kwiaty do wody - powiedziałam i poszłam szukać wazonu. Nalałam wody, włożyłam do niego kwiaty i złapałam za płaszcz - idziemy ? - zapytałam
- oczywiście słońce - puścił do mnie oczko i skierował się do samochodu. Jak na gentelmena przystało otworzył mi drzwi, usiadł za kierownicą i delikatnie pocałowałam mój policzek. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Dotarliśmy do jednej z najdroższych restauracji w Londynie. Lokaj musiał mieć niezły ubaw patrząc jak zachwiałam się na nogach podczas wychodzenia z nienaturalnie niskiego samochodu mojego szefa. Harry uśmiechnął się i złapał pewnie moją rękę, chciałam ją zabrać, ale wtedy zacieśnił swój uścisk - pamiętaj maleńka, dzisiaj jesteś moja - powiedział cicho do mojego ucha. Weszliśmy do wielkiego budynku jednak nie poszliśmy na salę gdzie byli inni. Szliśmy długim korytarzem, który zaprowadził nas do pięknego pomieszczenia. Ściany były koloru czerwonego, cicha muzyka leciała z głośników czarnej wierzy stojącej na małym stoliku, odrobinę mniejszym niż ten który stał na samym środku, przystrojony białym obrusem i różami, dokładnie takimi jak te, które dzisiaj dostała - nie musiałeś - powiedziałam zachwycona
- ale chciałem - urwał krótko - zapraszam - dodał odsuwając jedno z krzeseł. Cały wieczór spędziliśmy na rozmowie, tańcu i śmiechu. Nie spodziewałam się, że będzie tak...tak...normalnie ? Nie wiem czemu, ale po całym miesiącu pracy z nim myślałam, że nie stać go na taki gest jak dzisiejszy wieczór - jestem trochę zmęczona, mógłbyś odwieźć mnie do domu ? - zapytałam, chociaż tak na prawdę nie chciałam już się z nim rozstawać, ale te szpilki były takie niewygodne, że nie widziałam ile jeszcze w nich wytrzymam - nie kochanie, zapraszam do mnie, kelner - młody chłopak podszedł i przyjął zapłatę. Ubraliśmy się i wyszliśmy, chciałabym kiedyś jeszcze tutaj wrócić, było na prawdę wspaniale. Styles dokładnie tak jak ostatnim razem otworzył mi drzwi, poczekał aż wsiądę, obszedł samochód i usiadł na swoim miejscu. Jechaliśmy nieznaną mi drogą i zatrzymaliśmy się przy jakimś markecie - wejdźmy na chwilę, kupimy coś dobrego i obejrzymy film, co Ty na to ? - zaproponował, ale musiałam odmówić
- przepraszam Harry, na prawdę poszłabym, ale strasznie bolą mnie nogi - spojrzałam na niego smutnym wzrokiem jednak on wciąż uśmiechnięty powiedział - nie ma problemu - wysiadł, otworzył drzwi i uklęknął tyłem do mnie - wskakuj - powiedział
- co ? - zapytałam rozbawiona
- no wskakuj, zaniosę Cię - zdjęłam niewygodne szpilki i wdrapałam się na plecy Harry`ego. Musieliśmy śmiesznie wyglądać. On w garniturze, a ja w eleganckiej sukience siedząca mu na baranach. Mieliśmy wejść tylko na chwilkę, ale w końcu wyszło, że mieliśmy pełno zakupów i ledwo się zabraliśmy. Przy samochodzie Harry posadził mnie na masce, a wszystkie zakupy wrzucił do bagażnika, gdy wrócił po mnie zamiast od razu dać mu się odwrócić pociągnęłam go za rękę i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach - dziękuję - wyszeptałam, ale nie doczekałam się odpowiedzi tylko kolejnego pocałunku, jednak tym razem był długi i głęboki, a gdy tylko odsunął się ode mnie na wargach miał pozostałości mojej czerwonej szminki - jak nazywa się pańska szminka panie Styles - zaśmiałam się
- Anastazja Greene panienko - odpowiedział i cmoknął mój policzek. Po około 10 minutach drogi dotarliśmy do jego domu. Pomogłam mu z zakupami i weszliśmy do środka. Tak jak myślałam wszystko było w dokładnie takim stylu jak moje mieszkanie co zupełnie mnie nie zdziwiło. Zawsze lubiliśmy ten sam styl - pomożesz mi w kuchni ? wiesz, że nie jestem najlepszym kucharzem - zapytał, a raczej poprosił Harry - jasne, że Ci pomogę głuptasie - pstryknęłam mu palcami w nos wiedząc jak bardzo tego nienawidzi i stanęłam przy blacie rozpakowując torby. W sumie mieliśmy do zrobienia tylko popcorn, ale on mógłby nawet to spieprzyć. Wszystko było już przygotowane, ja siedziałam wygodnie na kanapie, a Hazza włączał film, jak zwykle wybrał horror, nienawidzę ich. Gdy zgasił światło i usiadł obok od razu wtuliłam się w jego ramię. Właśnie był jeden z najstraszniejszych momentów filmu, a on wyszedł do łazienki. Przytuliłam się mocno do poduszki i zacisnęłam oczy żeby nic nie widzieć i wtedy w pomieszczeniu zrobiło się cicho, ale nadal było ciemno. Nagle ktoś wyskoczył zza kanapy i rzucił się na mnie zaczęłam krzyczeć, kopać i robić wszystko żeby uwolnić się z uścisku tej osoby. Moje serce biło równie szybko jak wtedy gdy Harry przygniata mnie do ściany i co się stało ? Usłyszałam śmiech, najprawdziwszy śmiech Styles`a, który własnie zapalał światło - nienawidzę Cię - powiedziałam udając obrażoną. Zachował się dokładnie tak jak kiedyś. Usiadł obok mnie, złożył pocałunek na mojej szyi, brodzie, obydwóch policzkach, czole i nosie. Na końcu dał mi buziaka w usta i słodkim głosem powiedział - wybaczysz ?
- oczywiście - uśmiechnęłam się i kolejny raz tego wieczoru go pocałowałam. Jego ręka powędrowała w górę do rozpięcia mojej sukienki - nie - powiedziałam stanowczo i odsunęłam się od niego - dzisiaj jesteś cała moja słyszysz ? - stwierdził znowu się przybliżając - C-A-Ł-A - przeliterował z tym cholernym uśmieszkiem na twarzy.
___________________________________________

Jest rozdział i mam nadzieję, że już jutro pojawi się kolejny
PAMIĘTAJ !
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

piątek, 3 stycznia 2014

in the darkness - rozdział 5

Obudziłam się cała spocona, w rozkopanej przez sen kołdrze, sapiąc jak po kilku kilometrowym biegu. Koszmary miewam od wielu lat, nie opuściły mnie również dzisiaj. Wygramoliłam się z łóżka i skierowałam prosto do kuchni skąd wzięłam butelkę wody żeby ugasić pragnienie. Myślałam, że jeszcze wcześnie jednak po odsłonięciu rolet przekonałam się, że w normalny dzień pewnie już ponad godzinę byłabym w pracy Spojrzałam na zegarek - już 9, czas coś zjeść - powiedziałam sama do siebie, wyciągnęłam pierwsze lepsze płatki i zalałam zimnym mlekiem. Potrafiłam gotować, nawet bardzo dobrze jednak byłam zbyt leniwa żeby robić to o tak wczesnej godzinie. Usiadłam przed telewizorem i oglądałam jakiś denny serial nawet się na nim nie skupiając. W mojej głowie wciąż siedział Harry i jego intensywne zielone tęczówki, które dominowały wielkie przepełnione pożądaniem, czarne źrenice. Zastanawiałam się czemu nie powiedziałam mu prawdy gdy zapytał czy przestałam go kochać. Pamiętam jak po naszym zerwaniu płakałam każdej nocy i nic nie jadłam, a po kilku dniach się wyprowadziłam i to właśnie między innymi wyprowadzka była powodem dla którego zakończyłam naszą wieloletnią znajomość. Nigdy nie powiedziałam mu, że się wyprowadzam. On skończył szkołę, mieszkaliśmy całkiem daleko od siebie, bo około pół godziny drogi, więc nawet nie miał możliwości mnie widzieć. Pewnie myślał, że nadal tam mieszkam. W każdym razie nigdy o nim nie zapomniałam, każdego chłopaka porównywałam z nim i żaden nie umiał być choć w połowie taki sam. Chciałabym żeby Harry tu był, żebyśmy siedzieli jak dawniej przy jakimś dobrym horrorze, których zawsze tak strasznie się bałam, a on wciąż je wypożyczał i mówił jak bardzo lubi patrzeć jak bezbronna, słodka i przestraszona jestem gdy wtulam się w jego ramię żeby nie widzieć tych najstraszniejszych scen. Trudno jest odtrącać go gdy próbuje mnie pocałować, podrywa mnie albo specjalnie denerwuje mnie tylko po to żeby mógł przygwoździć mnie do ściany i patrzeć w moje przestraszone oczy. Staram się ukrywać mój strach przed nim i chyba dobrze mi to wychodzi, ale tak na prawdę zawsze gdy jest zdenerwowany, krzyczy albo właśnie przyciska mnie swoim ciężkim ciałem moje serce ma ochotę wyskoczyć. Pamiętam, że zabrałam ze sobą tylko jedno nasze wspólne zdjęcie. Podeszłam do dużego regału i wyciągnęła album ze zdjęciami. Na samym końcu było pierwsze zdjęcie które zrobiliśmy sobie razem w naszą pierwszą rocznicę. Obydwoje bardzo się zmieniliśmy od tamtego czasu. To było 4 lata temu. Odwróciłam fotografię na drugą stronę i zobaczyłam napis 21 październik, uśmiech od razu wkradł się na moje usta jak przeczytałam tą datę. Pamiętam, że jak nie byliśmy już razem zawsze tego dnia pisaliśmy ze sobą jakbyśmy nadal byli parą. Tęskniłam za tamtymi czasami, tęskniłam za przytulaniem, całowaniem i łaskotaniem - tęsknie za Harry`m. Tak bardzo chciałabym się teraz wtulić w jego silne ramiona i wreszcie poczuć się bezpiecznie. Reszta dnia szybko mi minęła, wieczorem rozmawiałam z mamą na skype i gdy tylko dowiedziała się, że pracuję u mojego najlepszego przyjaciela i chłopaka z dzieciństwa była wniebowzięta. Pamiętam jak bardzo go lubiła i stawała po jego stronie jak się pokłóciliśmy. Dalej wspominając dawne czasy usnęłam.

***

- Witaj Stan - powiedziałam do ochroniarza, który stał przy drzwiach
- Dzień dobry panno Greene - odpowiedział z uśmiechem. Zawsze jak mogłam zobaczyć radość malującą się na jego twarzy spowodowany jednym moim słowem mój dzień stawał się lepszy. Stanley był facetem po 40, uwielbiałam go, bo zawsze jak siedziałam do późna w pracy dotrzymywał mi towarzystwa i odprowadzał na autobus pamiętając o moim zwierzeniu po pierwszej popołudniowej zmianie gdy było już ciemno, że strasznie boję się chodzić sama po zmroku. Tuż koło drzwi lodowatym spojrzeniem ,,przywitała" mnie Victoria. Nie miałam zamiaru udawać miłej, więc może w trochę dziecinnym geście pokazałam jej dyskretnie język na co odpowiedziała jeszcze bardziej złowieszczym spojrzeniem. Skierowałam się do windy i wcisnęłam odpowiedni guzik. Wychodząc z windy poprawiłam na ostatnią chwilę fryzurę przeglądając się w lusterku, w jej wnętrzu. Położyłam torbę wyjmując z niej papiery, które musiałam wypełnić w domu, bo nie zdążyłam zrobić tego ostatnim razem w pracy. Od razu zaniosłam je Harry`emu.
- proszę - odpowiedział na moje pukanie. Pierwszy raz odkąd tutaj pracuje poczekałam, w sumie sama nie wiem. Chyba za dużo ostatnio myślę.
- Przyniosłam papiery, które kazałeś mi wypełnić - powiedziałam i odwróciłam się na pięcie kierując się do wyjścia
- Ana, poczekaj - był taki oziębły jak to mówił, że moje ciało przeszły małe dreszcze. Znowu się odwróciłam, jednak tym razem w jego kierunku - słucham ? - zapytałam. On obrócił się na krześle i pokazał palcem na jakąś datę w kalendarzu - który dzisiaj jest ? - powiedział chociaż dobrze znał odpowiedź. - 21 października - uśmiechnęłam się wypowiadając tę datę. Pamiętał, pamiętał o naszej tradycji. Czy on czyta mi w myślach - dokładnie Anastazjo, dzisiejszego dnia wybiła by dokładnie nasza 6 rocznica, dlatego chciałbym Cię zaprosić na kolację. Chciałem spytać czy moglibyśmy ten wieczór spędzić jako para, tak jak zwykle ze sobą pisaliśmy tego dnia - powiedział patrząc na mnie z zadziornym uśmieszkiem.
- oczywiście, jeśli chcesz ja się zgadzam
- dobrze, więc będę po Ciebie o 19, wybierzemy się na kolację. Najlepiej włóż jakaś ładną sukienkę - oznajmił mi i kiwnął głową na drzwi pokazując, że mogę już wyjść. Przez wszystkie godziny pracy myślałam jak skończy się dzisiejszy wieczór.

_________________________________________

Jest rozdział. Wiem, że dosyć późno, ale musiałam się uporać z moim komputerem który co 15 minut sam się wyłączał. Mam nadzieję, że docenicie moją pracę. Liczę na komentarze <3