***
- Witaj Stan - powiedziałam do ochroniarza, który stał przy drzwiach
- Dzień dobry panno Greene - odpowiedział z uśmiechem. Zawsze jak mogłam zobaczyć radość malującą się na jego twarzy spowodowany jednym moim słowem mój dzień stawał się lepszy. Stanley był facetem po 40, uwielbiałam go, bo zawsze jak siedziałam do późna w pracy dotrzymywał mi towarzystwa i odprowadzał na autobus pamiętając o moim zwierzeniu po pierwszej popołudniowej zmianie gdy było już ciemno, że strasznie boję się chodzić sama po zmroku. Tuż koło drzwi lodowatym spojrzeniem ,,przywitała" mnie Victoria. Nie miałam zamiaru udawać miłej, więc może w trochę dziecinnym geście pokazałam jej dyskretnie język na co odpowiedziała jeszcze bardziej złowieszczym spojrzeniem. Skierowałam się do windy i wcisnęłam odpowiedni guzik. Wychodząc z windy poprawiłam na ostatnią chwilę fryzurę przeglądając się w lusterku, w jej wnętrzu. Położyłam torbę wyjmując z niej papiery, które musiałam wypełnić w domu, bo nie zdążyłam zrobić tego ostatnim razem w pracy. Od razu zaniosłam je Harry`emu.
- proszę - odpowiedział na moje pukanie. Pierwszy raz odkąd tutaj pracuje poczekałam, w sumie sama nie wiem. Chyba za dużo ostatnio myślę.
- Przyniosłam papiery, które kazałeś mi wypełnić - powiedziałam i odwróciłam się na pięcie kierując się do wyjścia
- Ana, poczekaj - był taki oziębły jak to mówił, że moje ciało przeszły małe dreszcze. Znowu się odwróciłam, jednak tym razem w jego kierunku - słucham ? - zapytałam. On obrócił się na krześle i pokazał palcem na jakąś datę w kalendarzu - który dzisiaj jest ? - powiedział chociaż dobrze znał odpowiedź. - 21 października - uśmiechnęłam się wypowiadając tę datę. Pamiętał, pamiętał o naszej tradycji. Czy on czyta mi w myślach - dokładnie Anastazjo, dzisiejszego dnia wybiła by dokładnie nasza 6 rocznica, dlatego chciałbym Cię zaprosić na kolację. Chciałem spytać czy moglibyśmy ten wieczór spędzić jako para, tak jak zwykle ze sobą pisaliśmy tego dnia - powiedział patrząc na mnie z zadziornym uśmieszkiem.
- oczywiście, jeśli chcesz ja się zgadzam
- dobrze, więc będę po Ciebie o 19, wybierzemy się na kolację. Najlepiej włóż jakaś ładną sukienkę - oznajmił mi i kiwnął głową na drzwi pokazując, że mogę już wyjść. Przez wszystkie godziny pracy myślałam jak skończy się dzisiejszy wieczór.
_________________________________________
Jest rozdział. Wiem, że dosyć późno, ale musiałam się uporać z moim komputerem który co 15 minut sam się wyłączał. Mam nadzieję, że docenicie moją pracę. Liczę na komentarze <3
- Dzień dobry panno Greene - odpowiedział z uśmiechem. Zawsze jak mogłam zobaczyć radość malującą się na jego twarzy spowodowany jednym moim słowem mój dzień stawał się lepszy. Stanley był facetem po 40, uwielbiałam go, bo zawsze jak siedziałam do późna w pracy dotrzymywał mi towarzystwa i odprowadzał na autobus pamiętając o moim zwierzeniu po pierwszej popołudniowej zmianie gdy było już ciemno, że strasznie boję się chodzić sama po zmroku. Tuż koło drzwi lodowatym spojrzeniem ,,przywitała" mnie Victoria. Nie miałam zamiaru udawać miłej, więc może w trochę dziecinnym geście pokazałam jej dyskretnie język na co odpowiedziała jeszcze bardziej złowieszczym spojrzeniem. Skierowałam się do windy i wcisnęłam odpowiedni guzik. Wychodząc z windy poprawiłam na ostatnią chwilę fryzurę przeglądając się w lusterku, w jej wnętrzu. Położyłam torbę wyjmując z niej papiery, które musiałam wypełnić w domu, bo nie zdążyłam zrobić tego ostatnim razem w pracy. Od razu zaniosłam je Harry`emu.
- proszę - odpowiedział na moje pukanie. Pierwszy raz odkąd tutaj pracuje poczekałam, w sumie sama nie wiem. Chyba za dużo ostatnio myślę.
- Przyniosłam papiery, które kazałeś mi wypełnić - powiedziałam i odwróciłam się na pięcie kierując się do wyjścia
- Ana, poczekaj - był taki oziębły jak to mówił, że moje ciało przeszły małe dreszcze. Znowu się odwróciłam, jednak tym razem w jego kierunku - słucham ? - zapytałam. On obrócił się na krześle i pokazał palcem na jakąś datę w kalendarzu - który dzisiaj jest ? - powiedział chociaż dobrze znał odpowiedź. - 21 października - uśmiechnęłam się wypowiadając tę datę. Pamiętał, pamiętał o naszej tradycji. Czy on czyta mi w myślach - dokładnie Anastazjo, dzisiejszego dnia wybiła by dokładnie nasza 6 rocznica, dlatego chciałbym Cię zaprosić na kolację. Chciałem spytać czy moglibyśmy ten wieczór spędzić jako para, tak jak zwykle ze sobą pisaliśmy tego dnia - powiedział patrząc na mnie z zadziornym uśmieszkiem.
- oczywiście, jeśli chcesz ja się zgadzam
- dobrze, więc będę po Ciebie o 19, wybierzemy się na kolację. Najlepiej włóż jakaś ładną sukienkę - oznajmił mi i kiwnął głową na drzwi pokazując, że mogę już wyjść. Przez wszystkie godziny pracy myślałam jak skończy się dzisiejszy wieczór.
_________________________________________
Jest rozdział. Wiem, że dosyć późno, ale musiałam się uporać z moim komputerem który co 15 minut sam się wyłączał. Mam nadzieję, że docenicie moją pracę. Liczę na komentarze <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz